WITAMY W SERWISIE

"Zapomnianym przez wielu, przez nielicznych wspominanym." Płynący czas nieubłaganie zaciera pamięć o tych, którzy w tamtym czasie walcząc o ocalenie - przegrali. Oddzieleni od swych rodzin, nierozumiejący szaleństwa i zezwierzęcenia jakiego byli świadkiem, często spoglądają na nas ze starych fotografii, pragnąc zachować się w naszej pamięci. To właśnie z myślą o nich powstała ta strona - pomnik, by nikt i nigdy o nich nie zapomniał.

Święta studnia. Tajemnica bunkra kapitana \"Szramy\"



        To co się na naszych ziemiach, wydartych dzikim plemionom od wieków wyprawia, niejednego badacza i widza może przyprawić o istne rozwolnienie. Nasza historia jest tak pogmatwana i pokręcona, a my jesteśmy tak niespójnymi w swoich działaniach i poglądach ludźmi, że całość przypomina nam wesołą, biblijną wieże Babel. Od lat wielu wyżynamy się nawzajem, tytułujemy Mesjaszem Narodów, który najwięcej dostał klapsów w życiu i niestety przy okazji tychże, za wiele się nie nauczył. Słyniemy z tego, że w sytuacji kryzysowej, kiedy zostało zepsute wszystko co do zepsucia było, zrywamy się zjednoczeni szczytnym hasłem, lub jeszcze bardziej chwytliwą ideą i jakimś psim swędem udaje się nam wyjść z całą czupryną z zawieruchy dziejowej. Brawo! Szkoda tylko, że często przy tym zapominamy się zbyt mocno i kończy się to działaniami wstydliwymi dla całej nacji. Jesteśmy antysemitami, a raczej nasi dziadowie nimi byli w sposób czynny, świadczą o tym pogromy w Jedwabnem czy Kielcach, obecnie jedyne słuszne Radio prezentuje na swych falach język nienawiści, wierząc przy tym zawzięcie w człowieka, który sam był Żydem. Czyż to nie ironia? W roku 1945, kiedy to rozpętał się pokój, mieliśmy tą wątpliwą przyjemność znaleźć się w obozie „socjalistycznej i bratniej przyjaźni ze Związkiem Radzieckim”, co nie podobało się wielu, wielu się podobało, a wielu nie miało na ten temat żadnego zdania. Zawierucha wojenna, która przez te długie 5 lat pustoszyła nasz ojczysty kątek, wytworzyła podział frakcji walczących z okupantem tak mocny, że nawet po tylu latach od wojny temat ten jak żywo rozpala na nowo zacietrzewienie wszelkiej maści ekspertów i szaraczków, takich jak ja i ty. Jednym z wstydliwszych epizodów i działań w tamtym okresie, jak i zaraz po, była działalność Narodowych Sił Zbrojnych. W szerokim zakresie społeczeństwo postrzega członków tej organizacji za ludzi nie wahających się mordować Żydów czy Polaków, spieszących pomóc w budowie socjalistycznego raju.

        Jest to jeden z wielu dzielących nas tematów, a że tyczy on bezpośrednio omawianej książki, zastanowimy się nad nim dłużej, wraz z niejakim Ryszardem „Obarą” Wójcikiem i jego wesołą kompanią. Człek ten, poświęciwszy się swojemu hobby, jakim jest tropienie tajemnic ostatniej wojny, postanowił zgłębić tajemnicę bunkra kapitana „Szramy”, dowodzącego jednym z oddziałów „żołnierzy wyklętych”. Na wstępie zaznaczam bezpiecznie dla siebie, że nie mi dane jest oceniać i jednoznacznie potępiać lub pochwalać opinię o NSZ. W moim mniemaniu są po części winni temu, co się o nich dzisiaj sądzi, jednak z całą pewnością walczyli też dzielnie z okupantem niemieckim, słusznie przyjmując, że wyzwoliciel o proweniencji „czerwonego aparatczyka” wcale tym wyzwolicielem nie jest, bo wnet po tymże wyzwoleniu swoje właśnie jarzmo zarzucić pragnie. Jak każdy z partyzanckich oddziałów ma swoje jasne i ciemne karty, z przewagą niestety tych ciemnych, bo ponad wszelką wątpliwość udowodniono aż nazbyt często ich raczej bandyckie działania w stosunku do niektórych grup społecznych zamieszkujących terytorium Polszy. Nie zgadzam się natomiast z jednym, mianowicie z obdzieraniem walczących w szeregach tej organizacji z wszelkich pozytywnych cech. Należy przypomnieć wszystkim, że i nasza ukochana Armia Krajowa ma na swoich rękach krew niewinnych, i mniej kochana Armia Ludowa wraz ze wszystkimi na lewo przechylonymi jednostkami też tą krwią ma zbrukane ręce. To była wojna, nikt nie wyszedł z tego okresu z czystym sumieniem, a tym bardziej czystymi odnóżami chwytnymi. Nie jest to oczywiście w żadnym bądź razie usprawiedliwienie rzeczy haniebnych i niegodnych, jest to stwierdzenie, może i brutalne, faktów. No, ale uciekam zbytnio od książki i pana „Obary”.

        Ciężko jednoznacznie sklasyfikować jej formę i treść. I bardzo dobrze, bo osobiście takie próby czynione przez wszelkiej maści krytyków sprawiają, że aż swędzą mnie zęby. Pan Ryszard meandruje na łamach swojego literackiego „dziecka” pomiędzy różnymi tematami, zahaczając o teraźniejszość zmieszaną z przeszłością, drążąc temat go interesujący by zaraz powrócić myślami do lat swojej młodości, nie wstydząc się przy tym rzeczy, które w obecnych, zawirowanych czasach, nie należą bynajmniej do chwalebnych. I to lubię. Wciągnięcie w tryby sprawnie naoliwionej maszyny, kiedy nie chce się przerwać lektury, bo do samego końca nie wiadomo czy znalazł autor ów legendarny bunkier czy nie. Drąży on przy swoich poszukiwaniach temat wciąż dla wielu bolący, dla wielu niewygodny i budzący strach. Tyle lat po wojnie! To tylko pokazuje jak bardzo w naszej pamięci potrafią się zakotwiczyć czasy czarne i brudne, które niczym strzyga na piersiach nie pozwalają nam złapać nowego wiatru w żagle i zapomnieć o przeszłości. Ta nie chce być zapomniana, choć świadkowie i jej aktywni uczestnicy coraz częściej wybierają się w podróż wodami do Hadesu.

        Ale żeby nie stwierdził ktoś, że wspinam się bezczelnie na szczyty wazeliniarstwa w stosunku do tej akurat pozycji, to nie omieszkam podać też kilku minusów, a co. Po pierwsze, nieadekwatny ździebko tytuł do tego, co znajduje czytelnik w środku książki. Nie nastawiajmy się również na coś w stylu Richarda Pipes’a lub Davis’a Normana. Nie, to jest zdecydowanie inny kaliber zupełnie innej broni. Trochę chaotycznej, trochę zbyt mocno epatującej swoimi poglądami, z którymi wielu może się nie zgadzać ( chociaż to i dobrze, książkę tego typu, w której poglądy i myśli autora podobają się niemal wszystkim czytelnikom, można nazwać słowem przy której rumieni się największy twardziel odziany w szeleszczący ortalionik ). Poza tym, mimo tych minusów, których wypunktowanie zupełnie mi nie wyszło, warto sięgnąć po to dziełko, jak i po każde inne tykające swoim wszędobylskim paluchem naszą, tak zwaną, „jedyną i prawdziwą wizję polskości”. Nie ma takowej i nigdy nie będzie. Musimy się tylko nauczyć akceptować to, że nasza historia jest niczym niesforny dzieciak, który często dopuszcza się uczynków złych, ale potrafi też przeprowadzić starowinkę na drugą stronę ulicy. I może do tego dotrzemy przez podróż do tego, co już jest za nami. Do tego, czego zmienić się nam nie uda. Czego sobie i Państwu z całego serce życzę.

*Dziękuje Wydawnictwu Replika za udostępnienie egzemplarza książki do recenzji.


Autor: Ryszard Wójcik

Wydawnictwo: Replika

Gdzie kupić:


Piotr Kocoń