WITAMY W SERWISIE

"Zapomnianym przez wielu, przez nielicznych wspominanym." Płynący czas nieubłaganie zaciera pamięć o tych, którzy w tamtym czasie walcząc o ocalenie - przegrali. Oddzieleni od swych rodzin, nierozumiejący szaleństwa i zezwierzęcenia jakiego byli świadkiem, często spoglądają na nas ze starych fotografii, pragnąc zachować się w naszej pamięci. To właśnie z myślą o nich powstała ta strona - pomnik, by nikt i nigdy o nich nie zapomniał.

Strategia przetrwania


        Życie wywrócone do góry nogami, śmierć bliskich i akty przemocy, przed którymi nikt nie potrafi się dobrze schować – taka była rzeczywistość począwszy od września 1939 aż po rok 1945. Ziemie leżące na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej dogłębnie odczuły na sobie kopnięcia zadane przez buciory ze swastyką i czerwoną gwiazdą. Najpierw przyszli Rosjanie – przez wielu pamiętających rok 1920 postrzegani jako dzika swołocz nie mająca dla nikogo litości. Za żołnierzami jednostek frontowych kroczyło przyczajone NKWD, które wnet zaczęło wprowadzać w życie swój morderczy proceder. Aż w końcu wielka przyjaźń hitlerowskiego orła z młotem i sierpem odeszła do lamusa. Machina wojenna ruszyła na wschód, przetaczając się z niszczącą siłą przez przed wojną wolne miasta, miasteczka i wsie. I w tym przypadku, za maszerującymi żołnierzami kroczyły grupy śmierci. I one również bardzo szybko zaczęły wcielać w życie obłąkańcze idee swojego wodza. W obu przypadkach ludność zamieszkująca te tereny przeklinała po równo każdego okupanta – każdy swoim pojawieniem się burzył cały świat ludziom nie chcącym tej wojny. Wiek XX przyniósł ze sobą wielką rewolucję w sposobach prowadzenia wojen, wiązała się ona niestety również z praktycznie brakiem poszanowania życia cywili. Oba systemy miały głęboko zakorzenioną idee eksterminacji ludności z terenów na których dopiero co postawiły swoją stopę. Zachodziły oczywiście różnicę w sposobach jej przeprowadzania, lecz skala i zamysł był jednakowy w obu przypadkach. O ile sowiecki reżym nie brał aż tak dosłownie wyznania mieszkańców najechanego państwa, o tyle w III Rzeszy był to obowiązkowy punkt do rozpoczęcia „oczyszczania” terenu. Największy wróg Niemiec, jak przez propagandę pokazywany był Żyd, stanowił dla Niemców śmiertelne zagrożenie i priorytetem było wyplenienie tej „choroby”, jaka według Hitlera i jemu podobnych odpowiedzialna była za wszystkie nieszczęścia Niemiec. Ta chora retoryka trafiła niestety na podatny grunt i jeszcze podatniejszy okres. Choć pamięć o wyniszczającej I wojnie była jeszcze bardzo świeża, nie wahano się przystępować do działań, których finalnym i nieuniknionym efektem będzie wybuch kolejnego konfliktu. Tak więc wkraczając na wschodnie ziemie Polski, niemiecka machina bardzo szybko i z niemiecką precyzją rozpoczęła swój straszny „taniec” śmierci. Dotknął on w największym stopniu ludność wyznania mojżeszowego, której nie pozostawało nic innego jak ratowanie na wszelkie możliwe sposoby życia.

        Odejdźmy na chwilę od suchej retoryki naukowego opisu tych wydarzeń i postawmy się na miejscu osoby, która zaszczuta i pozbawiona godności musi ratować swoje życie. Żeby było jeszcze trudniej, to mamy świadomość, że nie jesteśmy sami – mamy przecież rodziny, bliskich za których jesteśmy odpowiedzialni. Strach, jaki musiał wtedy towarzyszyć w tym okropnym okresie tym biednym ludziom jest nie do opisania. Nie dość że niektórzy nie byli w stanie uciekać z racji swojego wieku lub stanu zdrowia, to jeszcze niektórzy sąsiedzi obracali się przeciwko nim, wykorzystując czas wojennego zamętu do wyrównywania w większości wyimaginowanych rachunków. Lub po prostu górę brała zwykła ludzka podłość. Wojna pokazuje prawdziwe oblicze każdego – czy jest to okupant czy okupowany i często nie jest to oblicze godne chwały. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak wypracować strategię przetrwania – która tego przetrwania nie gwarantuje, ale daje chociaż nadzieję, tak potrzebną tym którzy zwątpili w nadchodzące jutro.

        Żydzi szybko zostali wysiedleni ze swoich domów i osadzeni w wydzielonych miejscach nazywanych gettami. Warunki były tam tragiczne, a przyszłość nie wróżyła niczego dobrego. Na porządku dziennym były masowe mordy, rozstrzeliwania, bicie i gwałty. Nagle bezpieczny świat, własne podwórko na którym się każdy wychował, zamieniło się w miejsce kaźni, miejsce nad którym unosił się odór śmierci i jeszcze większy odór strachu. Rozpoczęły swoje kursy pociągi śmierci, gdzie w nieludzkich warunkach stłoczeni ludzie zmierzali do końcowej stacji, z której nie ma już powrotu, a jedyna ścieżka prowadzi do drzwi komory gazowej. Najlogiczniejszym wyjściem w tej sytuacji była ucieczka i ukrycie się. Nikt nie wiedział jak długo potrwa wojna, kto ją wygra i czy będzie dany powrót do normalności. W łatwiejszej sytuacji byli rdzenni mieszkańcy tych ziem, znali oni swoich sąsiadów na tyle dobrze, że wiedzieli do kogo się zwrócić o pomoc a kogo unikać. [ (…) Pewnego razu latem 1943 roku przyszli do nas dwaj żydzi. (…) Mój ojciec znał tych Żydów jeszcze z okresu międzywojennego. (…) – źródło : Protokół przesłuchania świadka Zofii W. z dnia 01.07.1987 roku. IPNB sygn. 1/1029, k. 236-237.] Wnet okoliczne pola i łąki zapełniły się przemykającymi i szukającymi schronienia grupkami ludzi. W gorszej sytuacji byli uciekinierzy z gett i transportów – fakt udało im się wydostać, ale noga ich stanęła na zupełnie obcej ziemi, nie znali tu nikogo. [ (…) Żydów wywożono pociągami w kierunku Warszawy. (…) odległość od wioski do torów wynosi około pół kilometra, widziałem więc, jak z wagonów kolejowych w czasie biegu pociągu wyskakiwali Żydzi i uciekali kryjąc się w zbożu, w ziemniakach i rowach. (…) – źródło : Protokół przesłuchania świadka Jana Z. z dn. 18.08.1970 roku. IPNB sygn. 1/1030 k. 20 – 21. ] W dodatku sam fakt wydostania się nie oznaczał wcale sukcesu. Niemieckie posterunki stacjonujące w miejscowościach przylegających do kolejowej trasy, wyposażone w terenowe samochody i psy, miały za zadanie wyłapywanie takich uciekinierów. [ (…) W Szepietowie stacjonował Oddział funkcjonariuszy niemieckich, którzy pilnowali zapasowe wagony towarowe przeznaczone do transportowania Żydów do obozu zagłady w Treblince. Mieli do dyspozycji samochody i motocykle na których patrolowali (…) tereny okoliczne w poszukiwaniu Żydów, którzy uciekli z transportu. Żydów tych po ujęciu doprowadzali z powrotem do pociągów, albo też zabijali na miejscu. (…) – źródło : Protokół przesłuchania świadka Marii B. z dnia 04.12.1986 roku. IPNB sygn. 1/1028, k. 306 – 309. ] Stały się one wnet codzienną zmorą nieustających rewizji i tragicznych konsekwencji dla tych, którzy rewizji tej nie przeszli pomyślnie. Wszyscy wiedzieli jakie konsekwencje grożą za pomoc i ukrywanie Żydów, mimo to wielu podejmowało to niesamowite ryzyko, nie z powodu dźwięku nabitej kabzy – Żydzi najczęściej nie mieli żadnych środków na opłacenie pomocy, ale z czystego i jakże ludzkiego odruchu serca. Kara była okrutna – zarówno dla złapanych Żydów jak i ich dobroczyńców. Wiele domów zostało bardzo szybko pustych – nie miał już tam kto mieszkać.

        Pomoc oferowana przez Polaków innym Polakom, polegała przede wszystkim na dostarczeniu podstawowych produktów żywnościowych, jak i udzieleniu schronienia. Ukrywający się Żydzi przychodzili najczęściej w nocy, prosili o żywność i znikali wnet w jej mrokach. Praktyka ta była szeroko stosowana w letnich miesiącach, problemy zaczynały się z nadejściem zimy. Zapasy żywnościowe mocno uszczuplone przez trwającą wojnę, nie wystarczały przeważnie do wyżywienia własnej rodziny, a tu jeszcze trzeba było pomóc innym. Większe zagrożenie niosło jednak zapewnienie schronienia uciekającym Żydom. Wykorzystywano na ten cel przede wszystkim zabudowania gospodarcze, rzadziej decydowano się na kryjówkę w domu. Powstawały więc piwnice pod klepiskami stodół, chlewów i obór. [ (…) Wykonaliśmy ją w stodole w ten sposób, że w sąsieku wykopaliśmy pomieszczenie przypominające piwnicę. Posiadało ono otwór pozwalający na wchodzenie i wychodzenie, lecz przykryty słomą, tak że nie było go widać. Żydzi przebywali tam przez cały dzień a wieczorem wychodzili na świeże powietrze, czyli na podwórek. Żywność ukrywającym się Żydom dostarczali do wspomnianej piwnicy wszyscy domownicy. (…) – źródło : Protokół przesłuchania świadka Antoniego K. z dnia 01.07.1987 roku. IPNB sygn. 1/1029, k. 236 – 237. ] Często przemyślnie zamaskowane dawały ułudę bezpieczeństwa, jednak przy bezpośredniej rewizji bardzo szybko były odkrywane. Właśnie ryzyko pojawiania się żandarmów było największym hamulcem dla ukrywania Żydów na własnym podwórku. Zwłaszcza wtedy, kiedy okolica była non stop monitorowana chciwymi ślepiami szpicli. W kryjówkach nie było wygodnie, zresztą nie taką funkcję miały one spełniać – brakowało często świeżego powietrza, zmuszając ukrywających się do nocnego ich opuszczania, po to tylko żeby pooddychać nocnym, świeżym powietrzem. O oddawaniu się czynnościom fizjologicznym można było zapomnieć – było to sporym utrapieniem w przypadku przebywania w kryjówce większej liczby osób. Gospodarze musieli po cichu usuwać nieczystości i dostarczać pożywienia z bardzo dużą dozą ostrożności. Można powiedzieć, że konspiracja była pełna. Fakt zapewniania kryjówki czy pomocy prześladowanym nie był powodem do przechwałek przed innymi – groziła za to w najlepszym przypadku kula w tył głowy, a w najgorszym podzielenie wraz z bliskimi losu uciekających Żydów w obozach zagłady. Często nawet członkowie rodziny nie mieli pojęcia o pojawieniu się nieoczekiwanych gości. A w szczególności było to wszystko trzymane w tajemnicy przed dziećmi, które z racji wieku, nie rozumiały jeszcze powagi sytuacji. W przypadku gdy zagrożenie ujawnieniem kryjówki przybierało niebezpieczne rozmiary, decydowano się na stworzenie takowej w okolicy. Ta obfitowała w mnogość lasów, zagajników i mokradeł, na które niemiecki żołnierz wchodził niechętnie. Strach wpajany przez propagandę Rzeszy przed „polskimi łajdakami” i „wszechobecnymi partyzantami” paraliżował skutecznie niemieckiego poborowego. Dlatego też często kryjówki te były w miarę bezpieczne. Niestety lasy w okresie wojny przemierzało wiele innych grup, niekoniecznie przyjaźnie nastawionych do grupek spotykanych Żydów. Obecność tych grup stanowiła nieustające zagrożenie pojawienia się żandarmów i nieoczekiwanego znalezienia się nagle w samym środku walki. Mimo to ziemianka w lesie była często dość bezpieczną namiastką domu, i dobrze ukryta mogła służyć przez długi okres swoim mieszkańcom. Rzadziej natomiast wykorzystywano jako kryjówkę stogi siana – z prozaicznie prostych powodów : po pierwsze były one widoczne jak na dłoni, po drugie dla niemieckiego sołdata wydawały się tak oczywistym schronieniem, że często były przetrzepywane w poszukiwaniu „wrogów” narodu. Poza tym nie trzeba było wchodzić do budzącego lęk lasu. Tak więc wykorzystywane one były tylko jako doraźne schronienie na drodze do czegoś bardziej bezpiecznego.

        Jest więc już kryjówka, ale wcale nie oznacza to końca gehenny jej przymusowych lokatorów. W nieskończoność nie uda się przecież zdobywać żywności – mieszkańcy wiosek i miasteczek nie mają przecież niewyczerpanych zapasów tejże. Wielu decydowało się wtedy na kolejny etap w ich niekończącym się exodusie – zmianę tożsamości i próbę wtopienia się w tłum. Częstą praktyką wtedy stosowaną były tak zwane „przechrzty” – Żydzi przystępowali do chrztu – ksiądz w większości przypadków wiedział o co chodzi, ale ze zrozumiałych powodów przymykał na to oko i aktywnie pomagał. Innym powszechnym sposobem było załatwienie sobie lewych papierów. Tu pomoc miejscowych była wręcz niezbędna. Jak to się odbywało? Pomagający mieszkańcy „gubili” dokumenty i zgłaszali się do władz po nowy komplet. [ (…) W m-cu lipcu 1941 r. ojciec załatwił im jakieś dokumenty i cała rodzina przestała się ukrywać, między innymi Żydzi ci zostali ochrzczeni. (…) – źródło : Protokół przesłuchania świadka Czesławy W. z dn. 24.04.1986 r. IPNB, sygn. 1/1028, k. 21 – 22 ]; [ (…) Ja i mój kolega(…) oddaliśmy nawet Żydom swoje paszporty (…) Później poszliśmy do gminy o wydanie nowych tłumacząc to zgubieniem paszportów. (…) – źródło : Protokół przesłuchania świadka Mikołaja B. z dn. 03.06.1987 r. IPNB, sygn. 1/1030, k. 186 – 188. ] W rzeczywistości zguba ta po małych poprawkach służyła za przepustkę do dalszej ucieczki. Zmiana tożsamości, imion i nazwiska dawała jako takie szansę na przetrwanie. Można było próbować ukryć się po wioskach, swoją obecność tłumacząc pokrewieństwem łączącym z gospodarzami, lub po prostu podawaniem się za kogoś innego. Łatwiej wtedy było znaleźć kryjówkę, jeśli ukryło się swoje prawdziwe wyznanie.

        Czy Żydzi mogli i chcieli odwdzięczyć się za pomocną dłoń swoich rodaków nieżydowskiego wyznania? W większości przypadków nie mieli nic ze sobą oprócz ubrań i tego co na nogach. Zresztą pomagający nie zawsze oczekiwali rekompensaty. Czasem ukrywający się Żydzi pomagali chłopom w polu i przy gospodarstwie odpłacając się w ten sposób za pomoc. Ale trzeba powiedzieć, że gdyby nie aktywna pomoc udzielana zagrożonym przez mieszkańców okupowanych terenów, ucieczka w wielu przypadkach byłaby niemożliwa, lub bardzo szybko kończyła by się świstem kuli i okrzykiem „Halt!”. Do wypracowania strategii przetrwania dającej jakiekolwiek szansę powodzenia potrzebna była współpraca i zjednoczenie się Polaków w obliczu zła jakiego byli świadkiem. Gdyby te elementy zawiodły, wiele istnień ludzkich znalazło by przykry koniec, nie wiedząc nigdy, dlaczego stali się obiektem zwierzęcej nienawiści ze strony innego człowieka.


Piotr Kocoń