WITAMY W SERWISIE

"Zapomnianym przez wielu, przez nielicznych wspominanym." Płynący czas nieubłaganie zaciera pamięć o tych, którzy w tamtym czasie walcząc o ocalenie - przegrali. Oddzieleni od swych rodzin, nierozumiejący szaleństwa i zezwierzęcenia jakiego byli świadkiem, często spoglądają na nas ze starych fotografii, pragnąc zachować się w naszej pamięci. To właśnie z myślą o nich powstała ta strona - pomnik, by nikt i nigdy o nich nie zapomniał.

Krótki Przerywnik



        Wpływając dnia pewnego na niezmierzony przestwór Internetu, natrafiłem zupełnym przypadkiem na hobby, które zamieniło się w najprawdziwszą sztukę. Każdy z nas, mam tu na myśli osobników brzydszej płci, choć z całą pewnością w gronie zdominowanym przez samców znalazły się również przedstawicielki płci pięknej, na pewno miał do czynienia w pewnym okresie swojego ziemskiego życia, z modelami do sklejania. A zwłaszcza z modelami pojazdów, samolotów i statków z II wojny światowej. Niektórzy ze swoich młodzieńczych pasji wyrośli, inni wierni im niczym kobiecie swego życia, uczynili z nich coś więcej. Ogólnie przyjęło się kręcić z politowaniem głową, widząc dorosłego faceta, który z wywieszonym jęzorem siedzi ubabrany w klejach i „domontowuje” właśnie kolejną bombę pod skrzydło swego bombowca. Na to politowanie łapie się również ten, który widząc kolejkę i jej pędzące wagoniki z nieziemską ekstazą zaciska spocone dłonie i skacze do góry niczym pięcioletni podrostek. Tak, nie bójmy się do tego przyznać – w każdym z nas siedzi mały chłopak, który w odpowiednim momencie uaktywniony, zawładnie naszą duszą niczym największy znany dyktator. I bardzo dobrze, niech się wypchają Ci, którzy tego nie rozumieją. My swoje wiemy, oni taką postawą skazują się na jakże uboższe życie. W moim przypadku dzieciak się we mnie uruchomił, gdy z oczyma wielkimi jak pięciozłotówki wpatrywałem się w ekran monitora. Owszem, to co na nim widziałem to był model do sklejania. Bardziej skomplikowany i szczegółowy niż te, które pamiętałem z dzieciństwa, ale niewątpliwie był to model. Ale samo jego wykończenie i to co wokół…

        Gdyby nie podłoga, moja szczęka wylądowałaby na stole zaskoczonego sąsiada, spożywającego w tym momencie zapewne wieczorny posiłek kolacją zwany. Natrafiłem na coś powszechnie zwanego dioramą. I mimo, że sama idea dioramy znana jest większości populacji na tym globie, to forma jaką ujrzały moje narządy wzroku, była dla mnie czymś zupełnie nowym. Autentycznie chciałem usiąść do stołu, założyć fartuch, wziąć do ręki delikatny skalpelek, pędzelek i farbki i wyczarować swój mały świat. Temat wciągnął mnie na tyle, że poszperałem w sieci głębiej, raz za razem wydając ekstatyczne okrzyki, wprawiające w niepokój pozostałych domowników, którzy zaczęli mi się przyglądać z niepokojem. Wykorzystując specjalistyczne modele, artyści ci, bo na takie miano zasługują, wyczarowują niesamowite i unikalne dzieła sztuki. Niewielki urywek świata, który uchwycony na fotografii przenosi się w trójwymiar, za sprawą ich magicznych palców. Czym się to różni od zwykłego modelarstwa? Przede wszystkim dbałością o szczegóły i jak najwierniejszym odwzorowaniem stanu faktycznego pojazdu i kontekstu sytuacji. Często nawet dopisywana jest krótka historyjka obrazowanej sceny. Zwykły plastikowy model zamienia się w ubłocony, okopcony czołg, działo lub samochód, wokół którego tłoczą się równie ubłocone figurki żołnierzy, a wszystko to, na niewielkiej macie imitującej łudząco naturalną roślinność i ukształtowanie terenu. A wszystko to w niesamowitych skalach, pozwalających na szczegółowe przedstawienie najdrobniejszego szczególiku ( moim osobistym faworytem jest skala 1:35 – uważam, że dioramy w tej skali prezentują się najbardziej efektownie ). Podziwiając poszczególne prace, odniosłem wrażenie, że nie ma rzeczy, której nie uda się pokazać w ten sposób. Jeden z artystów znalazł nawet sposób na pokazanie ognia i gejzeru ziemi, utworzonego po wybuchu miny. Niesamowite! Zwłaszcza, że często poza modelem i figurkami żołnierzy, cała reszta to czysty popis wyobraźni i kunsztu twórcy.

        Sztuka ta, znana jest w większości w wąskim gronie entuzjastów i osób czynnie ją tworzących. Powoli zdaje się wychodzić z cienia, zarażając na coraz liczniejszych pokazach w naszym kraju, coraz to nowe rzesze entuzjastów. Wyobraźcie sobie faceta, miłośnika kolejek i swoich ołowianych żołnierzyków, który przez przypadek trafia na taką wystawę. Dostałby takiego trzepania pępka, że byłby dla społeczeństwa na czas trwania wystawy bezpowrotnie stracony. Zamierzam w przyszłości, jak zdrowie pozwoli i Bóg da, dostąpić tego mistycznego uczucia i znaleźć się w takim miejscu opanowanym przez te małe dzieła sztuki. A idąc jeszcze dalej, kryjąc się przed rodziną, będę zamykał się na długie wieczorne godziny w garażu, pod pretekstem naprawy kosiarki, i poświęcał bez reszty mojemu małemu, podniecającemu hobby.



* obie prace autorstwa użytkownika forum PWM, osobnika znanego pod ksywką rollingstones


Piotr Kocoń